<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Wyspa bez blu> 
<author_1=Tadeusz Unkiewicz>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1951>
<month=6>
<date=1951-06-24>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Mwicie, e byby czas odsoni tajemnice. Owszem, owszem, to ciekawa historia. Bohaterem jej by doktr Surek. Ciekawa, jakkolwiek fantastyczna.
Byem wtedy mody i buntowniczy, skory do walki z wrogami ludzkoci, byem te w tych latach asystentem dra Surka. Ktrego ranka  pamitam  wezwa mnie do swego gabinetu. Ten sawny w owych czasach neurolog wywiera na mnie wieki wpyw. Gbokim szacunkiem darzyem jego i jego ogromn wiedz. Stanem zatem przy biurku z naleytym respektem.
Spojrza na mnie jako inaczej ni zwykle, powiedzmy badawczo (chocia to banalne sowo), wskaza rk na krzeso i zapad w milczenie. Wywnioskowaem od razu, e co si wici. On tymczasem obj sw doni usta (by to jego charakterystyczny gest) i wpatrywa si uporczywie w przestrze. Czuem i way w mylach propozycj, jedn z tych, ktrych za czsto si w yciu nie spotyka.
Wreszcie rzek:
 Czy zechciaby mi pan pomc w stworzeniu czego w rodzaju eksperymentalnej kolonii ludzi nie znajcych blu? Przerwa na chwil, dotkn warg, nachmurzy si i dokoczy:  Ostrzegam pana, e to moe by niebezpieczne. 
Nie znajcych blu? Ludzi nie znajcych blu?
 Ale tak!  zawoaem, nazbyt popiesznie  bardzo chtnie, panie profesorze!
Po kilku chwilach zatopieni bylimy w rozmowie, a waciwie nie w rozmowie: suchaem uwanie monologu dra Surka. Profesor zamkn drzwi swego gabinetu na klucz i chodzc miarowo midzy szafami wypenionymi aparatami naukowymi, wtajemnicza mnie w t niezwyk spraw.
 Widzi pan no c dokonaem pewnego odkrycia naukowego (powiedzia to z zakopotaniem). Interesowaem si, jak pan wie, zagadnieniem blu i jego funkcj w ywym organizmie. Czynnikami rzdzcymi nim, drogami, ktrymi przebiega
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>